Czy pan Wiktor to mężczyzna?

Z panem Wiktorem Janukowyczem miałem przyjemność raz w życiu.

Był rok 2006. Janukowycz, który dwa lata wcześniej musiał ustąpić pod naciskiem „Pomarańczowej rewolucji”, właśnie tryumfalnie wrócił do władzy.

Był w stanie się podnieść, wygrzebać z błota, wejść na szczyt. Siedział w fotelu premiera Ukrainy, rządził, delektował się nagrodą. Wielu ludzi myślało sobie: „Cholera, jakie to niesprawiedliwe”, by zaraz dodać: „No, ale taka jest właśnie demokracja, cholera!” (mieliśmy to i w Polsce, prawda?).

Pamiętałem W.J. jeszcze z czasów zbuntowanych pomarańczy. Wielki, uparty chłop o zaciętej twarzy. Jego spojrzenie mówiło wszystko: „Władza jest moja, nie oddam jej za nic, zrobię wszystko, by ją utrzymać”.

Aleksander Kwaśniewski powiedział mi właśnie, w wywiadzie dla „Tygodnika”, ciekawą rzecz. Janukowycz do dziś ma do niego pretensje za poparcie „pomarańczowej rewolucji”. Do dziś uważa, że został okradziony ze zwycięstwa.

Myślę, że gdyby w 2004 r. użycie siły zależało od W.J., zrobiłby to bez wahania. Ukraina miała szczęście, że to Leonid Kuczma, a nie Janukowycz wydawał wówczas rozkazy.

W 2006 r. – gdy rozmawialiśmy – Janukowycz miał dobry moment. Był stonowany, akuratny, zrównoważony. Do dziś nie wiem, czy grał, czy ciągle był pod wrażeniem rewolucyjnej porażki, która nauczyła go pokory, kazała mu się zmienić. Latami uciekał od wizerunku z 2004 r. – na jaki sobie zasłużył i jakim obdarzył go zbuntowany Majdan Niezależnosci.

Wyciągano mu kryminalną przeszłość – dwa wyroki skazujące za kradzież z rozbojem (przełom lat 60. i 70.). Odsiadkę w więzieniu, marne wykształcenie, nieszczególne maniery i język ukraiński, który opanował w stopniu dość przeciętnym, by nie powiedzieć prymitywnym.

Janukowycz chciał za wszelką cenę zerwać z tą przeszłością – uzyskać bilet wstępu na salony.

Nie było to w żadnym razie łatwe. Na Janukowyczu ciążyła nie tylko przeszłość, ale i własna fizyczność.

Bliskie spotkanie z nim zaczyna się od zdziwienia: „Rany, jaki to wielki chłop”. Potem przykuwa uwagę jego niezwykła ociężałość i nieporadność w ruchach, powolność wyrażania myśli.

W.J. ma skłonność do popadania w tarapaty, robienia seryjnych faux pas. Ukraińcy widzieli, jak przytrzaskuje się drzwiami, jak wieniec, który zamiast leżeć spokojnie (jak wieńce mają w zwyczaju) unosi się z wiatrem i trafia go prosto w czoło. Obywatele słyszeli zapewnienia prezydenta: „Zrobię wszystko, by Ukraina, była krajem niebezpiecznym” i zrywali boki, gdy pomylił Annę Achmatową z oligarchą Rinatem Achmetowem.

Dla polityka, który gra twardziela, przewodnika stada – nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż śmiech. Ludzie mają prawo się ich bać, pogardzać, nienawidzić – to wszystko mieści się w konwencji. Gdy zaczynają się naigrywać jest jasne, że czas się kończy – chyba że potrafisz to powstrzymać.

Dziś cała przeszłość, przed którą W.J. uciekał latami, powraca. Ulica krzyczy: „Zeka het!” (Precz z kryminalistą), studenci wysyłają go do więziennej celi. Internet znów ryczy ze śmiechu. Wraca Achmetowa, drzwi, wieniec…

Nie uciekł więc.

Janukowycz jest wściekły.

Janukowycz jest samotny. To przywilej i zmora wszystkich dyktatorów – małych i dużych, krwawych i tych początkujących. Mogą zwalać na kogoś winę, mogą wtrącić kogoś do lochu, ale nie mogą podzielić się odpowiedzialnością.

Żal mu władzy? Wiadomo. Sam dzięki niej stał się oligarchą, a jego rodzina – potężnym finansowym klanem. A na Ukrainie – pieniądze decydują. Kupić można tu wszystko, oprócz ludzkiej pamięci.

O co idzie więc gra? Na jednej szali leży kasa i zaszczyty. Na drugiej jedna zadrukowana linijka. Ta, co będzie kiedyś stała przy nazwisku Janukowycz w Wielkiej Ukraińskiej Encyklopedii.

Możliwości są dwie. Albo napiszą „prezydent Ukrainy”, albo „polityk odpowiedzialny za wydanie rozkazu…”.

Żeby wygrać, mężczyzna musi czasem ustąpić. Tylko czy pan Wiktor jest mężczyzną?

2 myśli w temacie “Czy pan Wiktor to mężczyzna?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *