Ukraina na skraju wojny domowej

W Kijowie przynajmniej kilkanaście ofiar śmiertelnych. Zginęli cywile, ale i milicjanci. Przypuszczam, że trupów przybędzie – tak samo jak rannych. W stolicy Ukrainy wprowadzono de facto stan wyjątkowy.

Siłowy wariant realizowany przez władze, likwidacja Majdanu – może skończyć się bardzo źle. W skrajnym przypadku nawet wojną domową.

Próbowałem na szybko posiłkując się informacjami Ukraińskiej Prawdy, Radia Swoboda i strony Euromajdan odtworzyć jak doszło do kryzysu.

Zaczęło się rano od pokojowego marszu demonstrantów z Majdanu w kierunku Rady Najwyższej.

Celem marszu było wywarcie nacisku na parlament, który zbierał się o 10.00 (podaję wszędzie czas kijowski, w Warszawie jest o godzinę wcześniej). Opozycja żądała m.in. powrotu do konstytucji z 2004 r.(system parlamentarno – gabinetowy) oraz ukarania winny bicia i torturowania aktywistów Majdanu.

Depesza Radia Swoboda z 8.35:
„O 8.00 sformowano kolumny, które mają kierować się ku budynkom Rady. Jedna z nich idzie po ulicy Instytuckiej”.

Co wynika z tej informacji? Tyle, że demonstranci wyszli poza zajmowany przez siebie obszar, przeszli przez swoje dwie barykady. Ruszyli na „teren” kontrolowany przez Wojska Wewnętrzne i Berkut. Na czele pokojowego pochodu – z tego co zauważyłem szli m.in. Oleg Tiahnybok (Swoboda), Arseni Jaceniuk (Batkiwszczina) oraz Andrij Porubij (komendant Majdanu, także poseł Batkiwszczyny).

Teraz chwila geografii. Ulica Instytucka prowadzi od Majdanu Niezależnosti, obok hotelu Ukraina w górę. Idąc nią mija się po lewej stronie odległy o 150 metrów budynek Rady Ministrów, a potem odległy o 200 metrów Parlament. Jeśli iść jeszcze dalej Instytucką i skręcić (przy numerze 26) w lewo dojdzie się do Parku Marinskiego – gdzie mitygowali zwolennicy władzy, ochraniani przez milicję i mające własne „siły zbrojne”, czyli napakowanych koleżków w dresach zwanych „tituszkami”.

Wszystkie boczne uliczki były zablokowane przez stojące w poprzek Kamazy – chodziło o to, żeby demonstranci nie przedarli się w pobliże budynków administracji państwowej.

Na ciężarówkach stali uzbrojeni w tarcze i pałki żołnierze Wojsk Wewnętrznych, za nimi stały już poważniejsze siły m.in. Berkut.

Na moje wyczucie: wyprowadzanie kilkunastu tysięcy ludzi z Majdanu w bezpośrednie pobliże Wojsk Wewnętrznych, milicji i Berkutu było decyzją bardzo ryzykowną.

Dlaczego?

Demonstranci byli już bardzo zmęczeni i poirytowani wielotygodniowym staniem na placu. Czekaniem na koniec kolejnych rozmów między opozycją, a władzą. Przekładaniem terminów i odkładaniem finału do kolejnego zebrania Parlamentu.

Ludzie z Majdanu mają w pamięci to jak milicja ich biła, polewała wodą, a w końcu strzelała do nich.

Większość aktywnych manifestantów, członków Samoobrony Majdanu to ludzie młodzi – uzbrojeni w pałki, hełmy, tarcze, którzy pełnią codzienne nudne warty na barykadach. Ich rozpiera żądza czynu, oni czekać nie lubią.

Teraz stanęli oko w oko ze swoimi prześladowcami – a konkretniej mówiąc maszerowali obok nich zawartą kolumną.

Na początku nie działo się nic. Demonstranci zajęli ulicę Instytucką. Po 9 byli już w Parku Marinskim w bezpośrednim sąsiedztwie mitingu zwolenników Wiktora Janukowycza. Na ulicy Hruszewskiego (równoległa do Instytuckiej) zaczęły się koncentrować oddziały wojsk wewnętrznych i milicji.

Co było dalej? Wystarczyła iskra, by doszło do strać. Na stronie Ukraińskiej Prawdy jest taki film:

Pokazuje rozmontowywanie „barykady” z ciężarówek na ulicy Hruszewskiego, przy Parku Marinskim. Wściekli (choć dobrze wyposażeni) demonstranci wchodzą na samochody i ściągają z nich milicję.

Widzieliśmy potem kilku milicjantów pobitych, w porwanych mundurach – których demonstranci odprowadzali do sztabu Majdanu w Domu Związków Zawodowych (jak rozumiem po to by nie doszło do czegoś gorszego).

Trudno obiektywnie ocenić, kto zaczął starcia. Wiadomo, że Berkut użył granatów hukowych i gazu łzawiącego. Mówiło się o prowokatorach.

Jedno jest pewne sytuacja wymknęła się spod kontroli opozycji.

Na Ukraińskiej Prawdzie o 9.44 pojawiła się informacja, że Samoobrona Majdanu próbowała oddzielić tłum od Wojsk Wewnętrznych – by uniknąć prowokacji, ale jak widać się nie udało.

O 11 Radio Swoboda donosiło o walkach w Parku: milicji rzucała granaty hukowe, demonstranci koktajle Mołotowa. Demonstranci zaczęli zajmować dachy okolicznych budynków, by pozbyć się snajperów Berkutu, weszli także do siedziby Partii Regionów przy ulicy Lipskiej, obok parku. Kamienica została podpalona. Podobnie jak dwa kamazy w pobliskim zaułku.

W południe MSW zaczęło informować o ofiarach wśród swoich funkcjonariuszy.

Niedługo przed 13 Oleh Tiahnybok oświadczył, że władza ma pół godziny by poddać pod głosowanie projekt opozycji dotyczący zmiany konstytucji i uspokoić sytuacje.

Ciekawe, czy było to tylko takie sobie gadanie polityka, czy swoiste ultimatum – albo idziecie na ustępstwa, albo demonstranci przyjdą po was.

Chwilę potem władza przeszła do ofensywy.

Informacje z Ukraińskiej Prawdy:

13.20 na rogu Instytuckie i Szełkowicznej Berkut (uwaga: Berkut nie żadne liche Wojska Wewnętrzne) zaczął rozganiać demonstrantów: „Strzelają prosto w tłum”.

14.18 milicja strzela do demonstrantów z dachów kamienic.

14.46 „tituszki” strzelali z pistoletów do ludzi.

15.07 pierwsze doniesienie o trzech ofiarach śmiertelnych.

Kiedy sytuacja wymykała się spod kontroli liderzy opozycji byli w budynku Parlamentu, usiłując zmusić władze do ustępstw.

Tymczasem władza dostała doskonały pretekst do tego by przypuścić szturm. Czego trzeba więcej? Budynek Partii Regionów płonie, milicjanci ranni, „wzięci do niewoli”, starcia tuż przy radzie Najwyższej. W dodatku barykady zamykające dostęp do Majdanu były przez pewien czas osłabione, bo duża część obrońców brała udział w starciach w dzielnicy rządowej.

Około 16 Berkut był już na Placu Europejskim tj. sforsował główne barykady na Hruszewskiego. Działał brutalnie – co chwila dowiadywaliśmy się o kolejnych trupach.

Chwilę potem przestało działać metro kijowskie (żeby odciąć Majdan od posiłków z miasta), potem wyłączono transmisję związanego z opozycją „5 kanału”. No i przyszedł czas na szturm samego Majdanu.

Od 13.20 wszystko działo się szybko, logicznie tak jakby scenariusz został napisany przez władze wcześniej.

No, ale pretekst dała przecież opozycja organizując marsz na Radę Najwyższą.

Dlaczego?

Nie pomyśleli, że dojdzie do starć? Musieli to zrobić, bo Majdan od nich oczekiwał działania? Liczyli, że władza przestraszy się tłumów, ulegnie, zgodzi się na ich żądania, ale przeszacowali siły?

Pierwszy scenariusz jest chyba zbyt naiwny. Dwa pozostałe wchodzą w grę. Jak by nie było Wiktor Janukowycz wykorzystał to by przystąpić do szturmu.

W chwili, gdy piszę te słowa Majdan skurczył się do niewielkiego skrawka terytorium. Centrum Kijowa płonie, Berkut przypuszcza kolejny szturm.

Janukowycz jest tak blisko zdławienia protestu na placu, że chyba nie zechce się zatrzymać.

Co dalej? Młodzi wściekli na władzę ludzie nawet, jeśli zostaną rozgonieni nie ustąpią. Nie rozejdą się do domów, nie uznają porażki. Tyle, że teraz już nikt nie będzie w stanie ich kontrolować.

Rozbite miasteczko Majdan rozejdzie się po całym Kijowie, a może po innych miastach. (Radykalny Prawy Sektor już wzywał ludzi mających broń strzelecką do stawienia się na placu – dotychczas taki oręż był na Majdanie zakazany przez komendanta).

Jeśli tak się stanie Ukrainę może czekać krwawa wojna domowa.

Paweł Reszka

1 myśl w temacie “Ukraina na skraju wojny domowej

  1. ~zibiko

    Mam nadzieję, że rząd RP.nie zabroni polskim ochotnikom wyjazdu na Ukrainę w obronie tego kraju przed faszystowskim najazdem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *