Nadzieja dla Ukrainy

Petro Poroszenko wygrał w pierwszej turze i to jest dobra wiadomość dla Ukrainy.

Ukraińcy mają nareszcie głowę państwa, która ma legalny, pochodzący z powszechnych wyborów, mandat. Nie będzie drugiej tury – a więc i groźby rozlewu krwi, zrywania elekcji przez separatystów.

Poroszenko to polityk doświadczony, śmiały i sprytny. Miałem okazję obserwować go w ostatnich tygodniach. Podzielę się dwoma wrażeniami.

21 lutego widziałem jak chytrze trzyma się z boku. Liderzy opozycji właśnie podpisali porozumienie z Wiktorem Janukowyczem.

Dawało ono czas ówczesnemu prezydentowi na zebranie sił i ponowne skonsolidowanie obozu władzy. W zamian W.J. obiecał, że nie będzie używał siły. Po podpisaniu dokumentu Witalij Kliczko i Arsenij Jaceniuk uścisnęli dłoń Janukowycza.

Wieczorem na Majdanie rozpętało się piekło. Kliczko i Jaceniuk zostali wygwizdani. W tym czasie telewizyjny Kanał 5 – własność Poroszenki transmitował program, który składał się z dwóch obrazków. Pierwszy to trumny zabitych przez siły specjalne demonstrantów niesione przez plac na ramionach ludzi. Drugi to zakończenie negocjacji i uścisk dłoni. Poroszenko już wówczas śnił o prezydenturze.

Niedługo potem zobaczyłem Poroszenkę w Symferopolu – zajętym przez rosyjskich „zielonych ludzików” i pospolite ruszenie separatystów.

Wówczas nikt z Kijowa na Krym nie jeździł. Wymagało to wielkiej odwagi. Poroszenko przekonał się o tym osobiście, bo na placu przed lokalnym parlamentem otoczył go tłum – który miał ochotę na lincz.

Szedł w kierunku dworca kolejowego ochraniany przez garstkę policjantów i wściekłą tłuszczę. Zaimponował spokojem i odwagą – bo śmierć zaglądała mu w oczy.

Przyznam, że wówczas pierwszy raz nieco inaczej spojrzałem na „czekoladowego króla”. Pokazał, że jest kimś więcej niż prozachodnim oligarchą.

Zaraz po ogłoszeniu wyników Poroszenko zaczął mówić o amnestii dla rebeliantów z Doniecka i Ługańska. Wyraził gotowość do rozmówi z Władimirem Putinem.

To znaczy, że jest realistą – wie, że wschodnie regiony w dużej części nie głosowały. Musi robić wszystko, żeby się jakoś dogadać, posklejać rozpadający się kraj. Stać się prezydentem całej Ukrainy, zyskać czas.

Szansę ma – bo wschodni separatyści złapali wyraźna zadyszkę. Nie mają planu co robić dalej. Armia nie była w stanie wypchnąć ich z miast i budynków, które kontrolują. Ale i im brak sił by rozszerzać antyukraiński bunt. Kreml milczy, a ludzie, mieszkańcy wschodu Ukrainy, zaczynają już mieć dość życia w zawieszeniu.

Jak powiedziała mi w piątek znajoma ze Słowiańska zajętego od tygodni przez separatystów:

„Mieszkańcy Słowiańska nie chcą ani Moskwy, ani Kijowa, ani armii, ani partyzantów. Chcą by nareszcie zostawiono ich w spokoju”.

To ewidentny czas na polityczną ofensywę nowego prezydenta.

Paweł Reszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *