Ego pana Sikorskiego

Cały dzień Radosławowi Sikorskiemu zajęło wycofanie się z twierdzeń o Tusku, Putinie i tajnej propozycji rozbiorów Ukrainy. Marszałkowi nie chciało przejść przez gardło najprostsze: „Przepraszam, pomyliłem się”. Bo i pomyłka była gruba. Nie chodziło o jedno słowo, ale o wymyślenie całego wydarzenia.

Były szef dyplomacji sprowokował polityczną burzę, a przy okazji naraził się na śmieszność.

A może rzeczywiście Putin namawiał Tuska do podzielenia Ukrainy?

Szansa raczej niewielka. Według słów Sikorskiego dla „Politico Magazine”, rzecz miała miejsce w Moskwie w 2008 roku.

Obaj politycy rozmawiali 8 lutego 2008 roku, lecz nie mieli spotkania w cztery oczy. Jeśliby propozycja („ponury żart”, „aluzja historyczna”) padła, musieliby ją słyszeć także inni członkowie delegacji biorącej udział w wizycie na Kremlu. Największą szansę, by usłyszeć, miał sam Sikorski (siedział po prawej ręce Tuska), ale także Sławomir Nowak, Rafał Grupiński oraz ambasador Jerzy Bahr. No, ale Sikorski przyciskany przez dziennikarzy mówi, że sprawę zna tylko z „relacji”.

Dla pewności zapytałem Rafała Grupińskiego o przebieg wizyty:

– Czy była rozmowa w cztery oczy PDT i Władimira Putina?

– Nie było.

– Obaj przywódcy byli tylko na chwilę z dala od delegacji, podczas uścisku dłoni. Więc prezydent Putin miałby teoretycznie tylko kilka sekund, by wyłożyć swój agresywny plan wobec Ukrainy. Innej możliwości nie było – czy dobrze rozumiem?

– Innej możliwości nie było. A salonik był mały i wszystko było słychać, jeśli dobrze pamiętam – odpowiedział Grupiński.

Jego słowa potwierdzają archiwalne nagrania telewizyjne. Ja wykopałem relację rosyjskiego Pierwszego Kanału (http://www.1tv.ru/news/economic/20424).

Historia jest niestety mało zabawna i źle świadczy o marszałku. Jego pomyłka stawiała w bardzo niezręcznej sytuacji przede wszystkim Donalda Tuska – wkrótce przewodniczącego Rady Europejskiej.

Dlaczego Tusk nie poinformował nikogo o takim zdarzeniu? Przypomnijmy, że rzecz się miała na dwa miesiące przed szczytem NATO. Tam miały zapadać kluczowe decyzje w sprawie obietnicy członkostwa w NATO (mapa drogowa MAP) dla Gruzji i Ukrainy.

(Także tam podczas rady NATO – Rosja Władimir Putin wstąpił z agresywnym przemówieniem nazywając Ukrainę „sztucznym państwem”, a niedługo potem byliśmy świadkami wojny w Gruzji.)

Zapytałem Witolda Waszczykowskiego, dziś posła PiS, a wówczas zastępcę Sikorskiego w MSZ, czy były jakieś notatki z rzekomego incydentu w Moskwie; „Nie wiem o nic o takich notatkach”. Czy informowano o tym sojuszników z NATO? „Odpowiadałem za kontakty z NATO, nic o tym nie wiem”, mówił Waszczykowski. (Dodam z kronikarskiego obowiązku, że W.W., od początku przekonywał, że wszystko to „konfabulacja Sikorskiego”).

Drugim moim rozmówcą był Maciej Łopiński, dziś poseł PiS, wówczas szef gabinetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego:

– Kilka dni po przyjeździe z Moskwy Donald Tusk zdawał prezydentowi relację. Byłem przy tej rozmowie. Nie padło ani słowo na temat słów Putina w sprawie rozbioru Ukrainy.

– Czy brał pan udział w przygotowaniu strategii na szczyt w Bukareszcie, gdzie reprezentowali nas prezydent i szef MSZ?

– Nie we wszystkich spotkaniach, ale w bardzo wielu. Również tam nie było żadnej informacji w tej sprawie. Nie wiem też nic o żadnych notatkach na ten temat.

Czarne chmury żeglowały, więc prosto nad głowę Donalda Tuska, który podobno wiedział, ale nikomu nie powiedział.

Sikorski zaś przez cały czas upierał się przy swojej wersji. Zastrzegał, że jego słowa zostały poddane przez Bena Judaha z „Politico” „nadinterpretacji”, że wywiad ukazał się bez autoryzacji (taki trick działa dobrze, ale w Polsce. W normalnych krajach nie ma autoryzacji i nie istnieje słowo „nadinterpretacja”. Jak ktoś powie Lwów, to znaczy Lwów. A rozbiory, to rozbiory…) W każdym razie Sikorski nie zaprzeczał, że słowa padły.

Na konferencji, która odbyła się chwilę po dwunastej w Sejmie, Sikorski powiedział  tylko jedno: sam nie słyszał słów Putina. Na inne proste pytania reporterów: o notatkę służbową, informowanie prezydenta, sojuszników z NATO i Ukraińców – marszałek zareagował irytacją. Zerwał konferencję i uciekł od dziennikarzy.

Nie zbiło go z pantałyku także oświadczenia rzecznika Kremla, że „Politico” pisze jakieś bzdury.

Wszyscy w napięciu czekali na to, jak ze skandalu wytłumaczy się Tusk.

Nie musiał. Serial zakończył się wieczorem. Sikorski (zabawne, że publicznie upomniany przez Ewę Kopacz, która nad marszałkiem nie ma żadnej władzy) wyszedł znów do reporterów.

Tym razem przyznał się do pomyłki („Zawiodła mnie pamięć, bo po sprawdzeniu okazało się, że w Moskwie nie było spotkania dwustronnego premier Tusk – prezydent Putin”)  i do tego, że się zagalopował. Historię wywiadu odnotowało wiele światowych mediów: ABC News Reuters, „Washington Post”, „Daily Mail”, ITAR – TASS, „Christian Science Monitor”, Radio Svoboda, o „The Sofia Globe” nie wspominając.

To był galop szkodliwy dla Polski.

Paweł Reszka

7 thoughts on “Ego pana Sikorskiego

    1. ~plainduncan

      Skoro rzecz miała miejsce ( jeśli rzeczywiście miała ) w XXI wieku ( a nie w zamierzchłej przeszłości ) wśród ludzi znakomitych więc chyba prawda jest do odkrycia. Ja proponuję podejść do sprawy, a zwłaszcza do Pana Marszałka pozytywnie, życzliwie, z miłością. Pan Marszałek jest niezły w real politic i świetny w political fiction.

      Odpowiedz
    2. ~Kalina

      Może pan marszałek po prostu chciał zwrócić uwagę zachodniemu matolectwu, ze Putin to bandzior, a jego Rosja to imperialistyczny moloch, i to od zawsze, a nie tylko od kilku miesięcy.

      Odpowiedz
      1. ~plainduncan

        Tyle, że to co zrobił pan Sikorski jest przeciwskuteczne. Zachód umocnił się w przekonaniu, że Polacy to rusofoby, skoro nawet bardzo europejski minister kłamie aby szkalować Moskwę. Chyba jednak zmienię zdanie o panu Sikorskim. Sadziłem, że On sporo się wygłupia, a pracuje niewiele. Ta niefortunna wypowiedź Pana Marszałka to prawdopodobnie efekt przepracowania ( przegrzania sensorów i receptorów ).

        Odpowiedz
        1. ~Kalina

          Ostatnio zgodził się z „linia” Sikorskiego Smolar. Nie jest nam całkiem po drodze, niemniej nie mogę mu odmówić inteligencji i orientacji na scenie politycznej

          Odpowiedz
          1. ~plainduncan

            Generalnie, tej naszej polskiej polityce brakuje jakości. Podobno mamy bardzo zdolną i świetnie wykształconą młodzież, więc być może w przewidywalnej i nieodległej przyszłości to się zmieni. Troszkę kiedyś mogłem przyjrzeć się temu jak wyglądają debaty polityczne w GB. Tamtejsi politycy, wykształceni w najlepszych brytyjskich szkołach i nauczeni sztuki prowadzenia dyskusji ( szermierki na słowa ) są wciąż o klasę ( przynajmniej o jedną jak nie o dwie ) lepsi od naszych polityków. Ale jest jednak kilku niezłych szermierzy w Polsce. Nie będę ich wymieniał aby Pani nie drażnić. Pan Radosław też jest niezły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *