Archiwa tagu: Donieck

Donieck

Donieck 100

„Widać przedmieścia Doniecka. Zwykłe blokowiska. Patrzę na zegarek, już popołudnie.
Wyobraźnia podpowiada, że po osiedlowych uliczkach idą kobiety objuczone zakupami. Wracają do domów.
Dzieci z kluczami na szyi. Strzelają do krzywej bramki ustawionej na trawniku. Ci co niedawno mieli urodziny paradują dumnie w koszulkach z napisem Messi albo Ronaldo.
Młodzież pociąga piwo na ławce. Mężczyźni o byczych karkach wracają z kopalni do domu. Matki zaraz zaczną uchylać okna i zwoływać dzieciarnię na obiad. Jak to na blokowisku.
Przyglądam się uważniej. W bloku, który widzę w oddali nie ma okna. Tylko wypalona dziura. Jedna, dwie, osiem. W następnym jest tak samo. Jutro wejdę na opustoszałe osiedle. Do mieszkania przeszytego pociskiem. Zobaczę ogródki na parterze. Kiedyś wypielęgnowane. Z kwiatkami, marchewką, czasem kartoflami.
Zawsze się z tego śmiałem.
– Po co to robicie?
A oni odpowiadali półżartem: – A jeśli będzie wojna?
Ogródek, nawet taki przy klatce dawał poczucie bezpieczeństwa. Dawał złudzenie, że posiada się coś swojego.
Teraz to wszystko posiekane odłamkami.”

To fragment tekstu, który ukaże się w najbliższym Tygodniku Powszechnym. A tera kilka uwag.

Wyprawy do Doniecka się obawiałem – a bardzo chciałem ją odbyć. W szeregach wojsk tzw. DNR walczy jeden z bohaterów mojego przyszłego reportażu.

Najbardziej lękałem się wszystkich „papierkowo – biurokratycznych” kłopotów. Załatwiania przepustek, dogadywania się w sprawie akredytacji.

– Los mojej podróży będzie zależał – myślałem sobie – Od widzimisię przypadkowego człowieka w mundurze. A co będzie jak Ukraińcy przepuszczą, a DNR- owcy nie przepuszczą? Zostanę na ziemi niczyjej?

Nie było tak źle. Przez posterunki ukraińskie przejechałem na akredytację prasową ATO. Wcześniej zadzwoniłem do biura prasowego ATO – zgłaszając zamiar podróży (nie wiem, czy potrzebnie, czy nie, ale przejechałem).
Przez posterunki DNR przejechałem „na pałę” miałem tylko paszport i legitymację prasową Tygodnika Powszechnego (tę z ATO schowałem naturalnie). Nie ukrywałem, że jestem dziennikarzem. Najtrudniejszy był posterunek Berkutu, przy wjeździe do miasta (na którym zresztą stał gotowy do boju czołg – to a propos zawieszenia broni).

Berkutowcy grzebali w rzeczach, zadawali pytania, ale przepuścili. Po przyjeździe do miasta zrobiłem sobie w administracji obwodowej akredytację (10 min) pokazując paszport i legitymację prasową. Ta akredytacja umożliwiała mi w miarę swobodne poruszanie się. Przepuszczali mnie na wszystkich posterunkach – z przypomnieniem, że z miasta do miasta jeździ się prostymi drogami, nie skręca ani w lewo, ani w prawo. Chodziło o to bym nie mógł sfotografować pozycji bojowych ani sprzętu.
Za miastem w drodze do Gorłowki – kontrolowano mnie 5 razy na przestrzeni 30 – 40 km. To techniczne uwagi, które może przydadzą się kolegom dziennikarzom.

A wrażenie z Donbasu? Pierwsze dziwne uczucie jest przy przekroczeniu linii frontu. Nagle patrzy się na znane pozycje ukraińskie od drugiej strony. Wiesz, że siedzą tam żołnierze, a ty jesteś na terytorium ich przeciwnika.

Pierwsze wrażenie Doniecka to pustka. Centrum jest wysprzątane, jeżdżą autobusy, karetki, taksówki – wszystko z pozoru jest normalnie. Problem w tym, że nie ma ludzi. Idziesz po ulicy Artioma, która była zawsze zatłoczona, sto metrów, dwieście i nie mijasz nikogo. W sklepach wiele pustych półek.
Gdy zagłębić się w dalsze od centrum ulice widać zniszczenia wojenne. W sercach ludzi obawa i nienawiść do Kijowa. Nawet ci, których pamiętałem jako ukraińskich patriotów mają za złe blokadę ekonomiczną i pociski, które spadały na osiedla mieszkaniowe.

Wiele ostrzałów – co także potwierdzali mi znajomi – było spowodowane tym, że separatyści otwierali ogień kryjąc się w dzielnicach mieszkalnych.
– Weszli do naszego bloku, zaczęli strzelać, Ukraińcy odpowiedzieli – mówił mi znajomy, który mieszkał opodal lotniska. Ten fakt zresztą nie zmniejsza pretensji jakie mają do ukraińskiej strony.
Po kilku rozmowach doszedłem do wniosku, że DNR nie bardzo zależy na niepodległości. Najlepszym dla nich wariantem byłby los Krymu, a więc aneksja przez Rosję.
O powrocie do Ukrainy słyszeć nie chcą.

Paweł Reszka