Archiwa tagu: restauracje

Rosjan nie obsługujemy

Rosjan nie obsługujemy – to napis dzięki, któremu sławę zdobyła sopocka knajpa „Piaskownica”. Ma być to protest przeciwko wojnie, którą Rosja prowadzi we wschodniej Ukrainie: – Nie mogę się zgodzić z mordowaniem niewinnych ludzi – mówi dziennikarzom właściciel tej „Piaskownicy”.

Napis podoba się bardzo dziennikarzowi, pisarzowi, obieżyświatowi panu Wojciechowi Cejrowskiemu – który knajpę chwali. Ja mam inny pogląd i w takiej „Piaskownicy” bawić nie mam ochoty.

Natomiast, kiedy do Polski przyjedzie Borys Akunin – wybitny rosyjski pisarz, który w proteście przeciwko polityce Putina właśnie Rosję opuścił, polecę mu „Piaskownicę” odwiedzić.

Odnajdzie tam swojski klimat – będzie musiał powiedzieć właścicielowi, że tak naprawdę nazywa się Grigorij Szałwowicz Czchartiszwili i jest etnicznym Gruzinem. Wówczas właściciel (jeśli uwierzy) poda wędzoną rybę i setę. Jak nie uwierzy Akunin dostanie zamiast lufy łopatką w łeb, bo w takich piaskownicach to normalne.

Klimat będzie swojski, bo gdy Akunin zaczął wyrzekać na Putina, w Moskwie też ciągle słyszał, że nazywa się Czchartiszwili. Przypominała mu o tym milicja, służby podatkowe, inspekcje sanitarne i straż pożarna. Wszyscy rzuceni na ważny odcinek niszczenia pisarza.

Gdyby do Polski wybrali się Siergiej Kowaliow, Ludmiła Alesiejewa, Andriej Lipski z Nowej Gazety, Aleksander Gurianow z Memoriału, Andriej Makarewicz z rockowego zespołu Maszyna Wremieni, ARKADIJ Babczenko – niezależny dziennikarz, któremu na ścianach domu rosyjscy patrioci piszą „zdrajca”, też należy im zaproponować wyszynk w „Piaskownicy”. Nie wiem jak u nich z pochodzeniem etnicznym, ale boję się, że setki pewnie w lokalu nie wypiją. Będą mogli za to rozpalić w kominku jakimś dziełem Puszkina albo Dostojewskiego, bo Puszkin i Dostojewski też trzymali z reżimem.

Niech poczują, co znaczy zbiorowa odpowiedzialność.

W Rosji – nie zgadzać się z Putinem – to duża odwaga. Państwo takich nie lubi, zaś większość społeczeństwa ogarnęło imperialne uniesienie. Z badań wynika, że tylko nieco ponad 7 procent Rosjan nie zgadza się z tym co kremlowska ekipa robiła na Krymie i robi dziś we Wschodniej Ukrainie.

Dużo to, czy mało? Mój kolega Michał Broniatowski, gdy o tym rozmawialiśmy oświadczył:

– Nie wiem czy to dużo, czy mało, ale wychodzi na to, że to gdzieś około 10 milionów obywateli RF.

Przed wojną w Warszawie działała Cafe Swann, która na drzwiach miała napisane „Lokal aryjski”. Dziś mamy „Piaskownicę”, która uznaje, że każdy Rosjanin jest Putinem albo jego wyznawcą.

Rzadko wracam pamięcią do wydarzenia sprzed 9 lat, ale dziś chyba powinienem.

W sierpniu 2004 roku weseli chłopcy Władimira Władimirowicza, w podziemnym przejściu pod Prospektem Kutuzowa w Moskwie skatowali mnie jak psa. (w sieci znalazłem nawet starą fotografię)

Moskwa 2004Był to odwet za pobicie przez warszawską chuliganerię dzieci rosyjskich dyplomatów. Putin wydał rozkaz by skandal spotkał się z właściwą odpowiedzią. Co zinterpretowano jako zachętę to wyrównania rachunków.

Najpierw bili polskich dyplomatów, a jak ich zabrakło to przetrzepali skórę dziennikarzowi. I tak bilans się wyzerował.

Dzięki pobiciu stałem się sławny i miałem się jak pączek w maśle. Stefan Meller, ówczesny ambasador RP w Moskwie, przydzielił mi do towarzystwa młodego konsula, który czuwał przy szpitalnym łóżku.

Konsul opowiadał mi zabawne anegdoty. A ja śmiałem się przez łzy – obili mnie tak chytrze (nie tylko po głowie, ale i po żebrach), że gdy wybuchałem śmiechem, jednocześnie zwijałem się z bólu.

Mnóstwo Rosjan pisało do mnie wówczas listy z przeprosinami za zachowanie putino – pałkarzy, a tysiące usiłowały się do mnie dodzwonić. Nie dało rady rozmawiać ze wszystkimi, więc wyciszyłem telefon.

Nagle konsul odebrał swoją komórkę, a następnie założył marynarkę i stanął na baczność:

– Prezydent Aleksander Kwaśniewski nie może się do ciebie dodzwonić. Kazał przekazać, że życzy szybkiego powrotu do zdrowia!

Znowu poczułem ból w okolicach żeber.

Przerażało mnie tylko jedno – że ktoś w Polsce wpadnie na pomysł, żeby zemścić się za zemstę. Świetny pisarz, znawca Polski Wiktor Jerofiejew – z którym rozmawiałem niedługo przed pobiciem – miał podobne uczucia.

– Byłoby straszne, gdyby Polak spacerujący po Moskwie albo Rosjanin spacerujący po Warszawie musiał z niepokojem oglądać się za siebie – mówił mi.

Każdy ma swój gust i swoją wrażliwość. Mnie sopocka „Piaskownica” zalatuje kuwetą.

Paweł Reszka