Archiwa tagu: szczyt w Wilnie

Zadumany Kozak

(to najnowszy felieton dla TP)

Lubiłem kiedyś chodzić do Galerii Trietiakowskiej w Moskwie i patrzeć na obraz Ilji Riepina „Kozacy piszą list do sułtana”.

Dopiero po jakimś czasie pojąłem, że to wcale nie jest ten słynny obraz, ale zaledwie jego pierwszy szkic. Różnica między nim a ostatecznym dziełem – które można zobaczyć w Petersburgu – jest potężna.

Niby na jednym i drugim płótnie widać te same postaci. Twarze uniesione szaleńczym śmiechem, porwane wymyślaniem największych obelg, którymi za chwilę obrzucą wielkiego władcę Mehmeda IV. Wolnym Kozakom wszak nikt nie zabroni nazwać sułtana: diabłem tureckim, świńskim pastuchem, psem rzeźnika. Zrobią to, choćby za chwilę miał się skończyć cały świat.

Trzech potężnych monarchów – polski, turecki i rosyjski – uśmiechało się wówczas do Zaporożan. Każdy chciał otoczyć ich opieką, każdy był gotów oferować wieczystą przyjaźń. To był krótki czas, w którym mogli przebierać w przyjaciołach. Wybrali, jak wiadomo, „przyjaźń” z carem.

Skąd więc różnica między szkicem a obrazem?

Na szkicu wszyscy są rozbawieni. Na drugim planie obrazu pojawia się niski zadumany człowiek, który kręci wąsa i ze smutkiem spogląda w kierunku stołu, gdzie pisze się pismo.

O czym myśli? O chwili, gdy ucichnie spazmatyczny śmiech, a trupy kozackie będą z rozkazu carów płynąć w dół przez porohy? Gdy złota wolność i rogata dusza zostanie zakuta w kajdany, a potem wcielona do armii imperium? Przecież to się stanie. Już wkrótce. Oczy zamyślonego Kozaka mówią, że się tego domyśla, że to wie.

Ciekawe, jak stereotyp oszalałych Kozaków, których widać na płótnie Riepina, różni się od stereotypu współczesnego Ukraińca w oczach Rosjan. Wiem, że o stereotypach mówić nie wypada, ale skoro już zacząłem…

Dla przeciętnego Rosjanina stereotypowy Ukrainiec to raczej skąpiec i wyrachowany kombinator. Słowiańskiej, szczerej duszy w nim za grosz.

Riepin opowiada raczej o naszych wyobrażeniach o Ukraińcach. Przecież to w naszych oczach są oni uwielbiającymi chaos wesołkami. Jak już przyjadą do pracy, harują jak woły robocze. A jak wrócą tam do siebie, wszystko gotowi przehulać za noc – taką już mają bohunową duszę. Czasem myślę, że Niemcy muszą podobnie patrzeć na nas. Z pewną jednak różnicą.

Bohunowa, unosząca się w oparach anarchii dusza Ukraińca częściej niż podobna mu kmicicowa dusza Polaka przekłada się na całość życia narodu. My się też lubimy potargać za czuby, ale nie do tego stopnia, żeby prać się po pyskach w parlamencie! Poza tym my dokładnie wiedzieliśmy, dokąd chcemy iść, i w końcu, po wielu wyrzeczeniach, jakoś tam doszliśmy.

A oni?

Maszerować na wschód, czy na zachód? A może w ogóle nigdzie nie maszerować? Hulaj dusza! Ciągle niczego nie wiedzą! Stąd traktujemy ich jak niesforne dzieciaki. Trzeba im wszystko wytłumaczyć, opowiedzieć, wziąć za rękę, pomóc – zostać mentorem i adwokatem.

Ale Ukraińcy wcale nie są niesfornymi dziećmi. To jest dorosły naród. Spotykam się z nimi ostatnio bardzo często. Niezależni dziennikarze, naukowcy, intelektualiści, wiedzą, że czasu zostało niewiele. Już w listopadzie, w Wilnie, zapadnie decyzja, w którą stronę pójdzie ich kraj, i będzie ich wiązać na długie lata.

Wschód kusi przyjaźnią i dobrobytem. Zachód, zakopany w swoich kłopotach, nie kusi niczym. Niczego nie obiecuje. Nie jest już pięknym klejnotem. Pełno na nim rys i jego wartość rynkowa mocno spadła.

Ale jednak elita intelektualna Ukrainy nie ma wątpliwości, dokąd ich kraj w listopadzie powinien się udać. To oni są współczesnymi zadumanymi Kozakami z obrazu Riepina. Patrzą z drugiego planu na ryczącą ze śmiechu klasę polityczną, która rozkrada państwo, niszczy demokrację, zamyka się nawzajem w więzieniach. Gdy mówią, politycy nie słyszą, choćby i miał nastąpić koniec świata.

Politycy na koniec świata zdążyli się już zabezpieczyć. Odłożyli okrągłe sumki, pobudowali piękne domy, posyłają dzieci do elitarnych szkół. Oni już są w Unii Europejskiej. Nie potrzebują paszportu. Za paszport robią ich wypchane portfele.
Dlatego im nie zależy na tym, jaka decyzja zapadnie w Wilnie. Ja zaś kibicuję milczącym Kozakom. W końcu i tak to oni kiedyś muszą wziąć górę.

Paweł Reszka